English

Single Blog Title

This is a single blog caption

Chorobliwa nieśmiałość

Problem nieśmiałości czy lęku społecznego nie jest niczym nowym ani odosobnionym. Po części dotyczy każdego z nas. W końcu chyba wszyscy odczuwamy stres z powodu randki, ważnego egzaminu, spotkania w sprawie pracy czy wystąpienia publicznego. Problem zaczyna się, gdy lęk przeradza się w coś paraliżującego, co uniemożliwia funkcjonowanie osobom dotkniętym fobią społeczną.

Z ewolucyjnego punktu widzenia fobie powinny dotyczyć zjawisk, przedmiotów czy sytuacji istotnych ze strony doboru naturalnego. Tak jest w przypadku wielu „popularnych” fobii, jak chociażby tych dotyczących otwartych czy zamkniętych przestrzeni, zwierząt, owadów, tłumów, chorób, wysokości czy burz. Wśród naszych praprzodków ten, który bał się węży, efektywniej unikał ich jadu, a więc miał większe szanse na przekazanie dalej swojego materiału genetycznego. Z tego punktu widzenia lęk społeczny także może mieć w pewnym sensie znaczenie ewolucyjne. Według Leary’ego i Kowalskiego mógł być emocją, która powstrzymywała człowieka przed wywarciem niepożądanego wrażenia na grupie, a co za tym idzie chroniła przed odrzuceniem. Kolejnym argumentem jest hierarchia oraz negocjowanie pozycji w grupie- uległość z pewnością pozwala jednoznacznie zakończyć rywalizację o pozycję w stadzie i uniknąć agresji ze strony osobników dominujących. W pewnym sensie lęk społeczny umożliwiał więc ludziom życie w grupie, pozwalając włączyć się w społeczność. Inaczej jest w przypadku fobii społecznej, w której osoby dążąc do całkowitej izolacji, separują się od grupy, co stanowi paradoks tej choroby.

Istnieją 4 główne czynniki, które predysponują do powstania fobii społecznej. Duże, choć nie kluczowe znaczenie mają geny, jednak należy pamiętać, że nie dziedziczy się samej fobii a jedynie podatność na lęk. Jak wykazały badania na bliźniakach jednojajowych, jeśli u jednego z nich rozwinie się fobia społeczna, prawdopodobieństwo wystąpienia tego zaburzenia u drugiego jest wyższe w porównaniu do pozostałej populacji i wynosi od 30 do 50%. Drugim czynnikiem jest rodzinny. Według jego idealnym „przepisem na fobika” są rodziny odrzucające dziecko, nadmiernie krytyczne, surowe, wymagające, gdzie dziecko jest publicznie upokarzane, wyśmiewane i poniżane. Kolejne dwa czynniki zależą już od środowiska, w którym żyjemy, a więc są to: czynnik wyzwalający i podtrzymujący. A patrząc na dzisiejsze czasy, promujące asertywność, nastawienie na sukces, nierealistyczne kryteria urody oraz modę na rozbawioną i imprezową młodzież w reklamach- nie sprzyjają osobom nieśmiałym i lękliwym. Im wyższe oczekiwania społeczny, tym wyższy lęk, im wyższy lęk, tym mniejszy potencjał ku jego przezwyciężeniu.

Jak podają statystyki, problem fobii społecznej dotyczy od 2-4% do aż 16% populacji. Statystyki są rozbieżne z wielu powodów. Po pierwsze- rzadko występuje w tzw. postaci izolowanej. Często łączy się z wieloma innymi rodzajami fobii, zespołami natręctw, depresją, anoreksją czy alkoholizmem. Po drugie- świadomość postrzegania „nieśmiałości” jako cechy osobowości a nie zaburzenia opóźnia lub w ogóle uniemożliwia zgłoszenie się z problemem do specjalisty. Samego problemu fobii nie należy lekceważyć. W USA, gdzie prowadzone są dość dokładne statystyki tego zaburzenia, ponad połowa osób chorych nie kończy nawet szkoły średniej, a zagrożenie samobójstwem przy zaburzeniach lękowych jest trzykrotnie wyższe niż przy innych, jak chociażby depresji.

Fobia społeczna ujawnia się w dzieciństwie u około 15% chorych. Dzieci z fobią społeczną są lękliwe, nieśmiałe, mają kłopot z nawiązaniem kontaktu z obcymi, zazwyczaj mówią szeptem, a w szkole godzą się jedynie na odpowiedzi pisemne, rezygnując z jakiejkolwiek rywalizacji. Bezpiecznym natomiast jest dla nich środowisko domowe, gdzie nie boją się i zachowują normalnie. Podobnie jest z mutyzmem, gdzie lęk przed mówieniem zwykle nie dotyczy kilku najbliższych osób, traktowanych jako „wyspę” oraz barierę przed zagrażającym światem.

Leczenie fobii jest dość kłopotliwe. Z jednej strony „natychmiastowe” efekty można uzyskać farmakoterapią, a więc lekami antydepresyjnymi oraz uspokajającymi, które oprócz szeregu skutków ubocznych mogą także uzależniać. Z tego powodu o wiele lepszym rozwiązaniem wydaje się psychoterapia, jednak tu również rozpoczynają się schody. Bo jak ludzie chorobliwie nieśmiali i chorujący na fobiczny lęk przed ludźmi mają pójść i opowiedzieć o swoich problemach zupełnie obcemu człowiekowi?

Dlatego istotnym, zwłaszcza z punktu widzenia rodzica, wydaje się umiejętność szybkiego rozpoznania podwyższonej lękliwości dziecka i radzeniem sobie z nią na jak najwcześniejszym etapie życia.  Wiele obaw z okresu dzieciństwa jest zupełnie naturalnych, jak chociażby lęk przed spaniem w ciemności, dlatego nie należy traktować go jako przejaw fobii. Istotne jest zastanowienie się, na ile odczuwany przez dziecko lęk jest uznawany za „normalny” w danym momencie rozwoju oraz na ile nie przeszkadza mu w normalnym funkcjonowaniu. Dla dzieci do 2 roku życia budzącymi obawy będą nadmierny hałas, nieznajomi, separacja od rodziców czy duże przedmioty. W wieku przedszkolnym (3-6 lat) dzieci na ogół boją się ciemności, samotnego spania, dziwnych odgłosów czy szumów oraz postaci „z wyobraźni”, jak duchy czy potwory. W wieku szkolnym obawy są bardziej realistyczne, jak choroba, słabe wyniki w nauce, śmierć, klęska żywiołowa czy odrzucenie przez grupę rówieśników. I tu o wiele istotniejsza wydaje się ocena, czy strach dziecka nie przeszkadza mu w wykonywaniu codziennych czynności lub nie sprawia mu cierpienia, które budzi w rodzicach nadmierny niepokój. Bo gdy lęk zakłóca kontakty społeczne, wpływa negatywnie na sen czy funkcjonowanie w szkole, może to być pierwszy sygnał dla udania się z tym problemem do specjalisty.
Joanna Czech

Leave a Reply